POMOCY! MAM BAD TRIPA! CO ROBIĆ? – 50 twarzy Podróżnika (dla początkujących i nie tylko)
Osoby pragnące wyruszyć w swoją pierwszą Podróż na grzybach często zastanawiają się, z czym może się to wiązać i czego się spodziewać. Pojawia się multum ogólnych pytań – co dobrego może się przydarzyć? Co złego? Czy ten stan umożliwi poprawne funkcjonowanie? Jak przygotować się na taką wycieczkę (która potrafi być naprawdę intensywna)? Jakiej reakcji organizmu się spodziewać? Każda z tych niewiadomych zasługuje na osobną odpowiedź, a miejsce i czas na określone sprawy zawsze są ograniczone. W tym momencie ujawnię się jako gość na blogu, nowicjusz po ledwie paru Podróżach, gotowy podzielić się przydatną wiedzą – nie tylko taką, która zaspokoi pierwszą ciekawość, ale również być może pomocną dla osób w trakcie jazdy, którą z początku można określić “bad tripem” (Hej, ty, tulę cię wirtualnie).
Ty, coś nie wchodzi, daj jeszcze grama!
Dla niektórych może być jasne, z czym wiąże się tak zwana “zła Podróż” wynikająca z zastosowania wszelakich środków wpływających na świadomość – okropne samopoczucie, wszechogarniający lęk, ataki paniki, przyspieszony lub zamierający oddech. Warto przy tym zaznaczyć (szczególnie dla osób, które zupełnie nie wiedzą, z czym grzyby się je), że psylo nie zaciemni, nie stłamsi umysłu, wręcz przeciwnie – rozkosznie (lub mniej) go rozjaśni. Samemu procesowi przechodzenia ze stanu trzeźwego do tego “na grzybach” (w pewnym sensie trzeźwiejszego) będzie należało poświęcić osobny artykuł. Mimo wszystko wiadome jest, że “złe jazdy” mogą wystąpić. Osoby oczekujące, że w ich przypadku do tego nie dojdzie, informuję – ależ owszem, może się to zdarzyć każdemu – uspokajam — to mija i staje się częścią przeszłych doświadczeń – oraz ostrzegam – rozpoczęcie Podróży od potężnych dawek, większych niż 5 gram, może być trudnym i niezwykle wymagającym przeżyciem. Tym, którzy przed pierwszym razem gdzieś głęboko w sobie wciąż się wahają i czują, że to nie jest dobry moment w życiu na eksperymenty, doradzam odłożenie tripa na to sławne “zaraz” lub zastosowanie bezpieczniejszej dawki do około 3 gram (niby oczywiste, ale hej, wiem, że istniejecie, autodestruktywni szaleńcy gotowi zacząć z grubej rury).
Stary, ale mam zjazd, chyba umieram.
Filip Kalinowski na portalu poptown.eu wyjaśnia kwestię bad tripów w sposób (moim skromnym zdaniem) niezwykle przejrzysty i uspokajający: “Bad tripy (…) nie istnieją i są jednym z najbardziej szkodliwych słów-wytrychów dotyczących LSD, grzybów, peyotlu czy DMT. Podobnie zresztą jak good tripy. Nie ma jazd udanych i nieudanych, są po prostu jazdy, a ów dychotomiczny podział wynika z hedonistycznego nastawienia do wszelkich używek, jakie wykazuje od dekad cywilizacja zachodnia”. I ma w tym wiele racji, szczególnie nawiązując do hedonizmu społeczeństwa, (swoją drogą) nastawionego na konsumpcję, „pochłanianie”. My, ludzie, mamy takie trafne stwierdzenie w naszych zasobach językowych: „pożeracz czasu”. Gry komputerowe pożerają czas, robią to seriale na Netflixie, wszystkie te prozaiczne sprawy, w których namiętnie szukamy wytchnienia od rutynowej codzienności. Jednak podobne sformułowania mimowolnie wpychają nas w pułapkę myślenia, że to gry komputerowe oraz Netflix są agresorami, a utwierdzamy się w tym przekonaniu, pożerając kurczaki z KFC, ulubione seriale (które, jak przecież sami wcześniej stwierdziliśmy, okradają nas z cennego czasu) czy właśnie grzyby. Jesteśmy nieświadomi wielu mechanizmów subiektywnego postrzegania i w związku z tym przystępujemy do Podróży z przekonaniem, że kolejny agresor, pożeracz naszej psychiki o niewdzięcznym imieniu Bad Trip, może nas dopaść i przerwać nieziemski taniec z miriadami kolorów. A po wszystkim nie wiadomo, co zrobić z niespójnością nastawienia – gdy żyjemy na trzeźwo, przeżywamy chwile i dobre, i złe, bo nie można być wiecznie na fali, ale na grzybach „bad trip” jest wrogiem, a „good trip” przyjacielem? Porażki na polu zawodowym czy uczuciowym mają nas czegoś nauczyć, ale “złe jazdy” to tylko okropny wypadek podczas zabawy? Pink Floydzi w „Hey You” nawołują, żebyś się obudził(a). Całokształtem wykonania artystycznego pokazują, że Podróże mogą być zarówno cudownie rozpuszczające, jak i ozięble stawiające do pionu.
Mitologiczny Ikar zanadto zbliżył się do słońca podczas lotu. Wosk mocujący skrzydła stopił się i chłopiec zginął. Nie jesteś tym chłopcem, ale i nie masz kosmicznych mocy. Nie jesteś Ikarem, ale też uczysz się latać.
Hej! trochę wytchnienia od moralizatorskiego tonu. To, z czym mierzymy się na pierwszych tripach może być większe, mniejsze, rozkoszne, zapierające dech w piersiach, ale i przerażające, wyciskające z oczu łzy paniki. Może się też okazać, że dopadnie nas głębokie wzruszenie, że uznamy, że w ogólnym zarysie nasza przeszłość i dzieciństwo wcale nie były tak tragiczne jak do tej pory sądziliśmy (dla tych, którzy decydują się na pierwszą Podróż jako osoby po trudnych przejściach). To wszystko jest częścią tripu, a dokładniej – sięgania do podświadomości, z której, dzięki Szanownemu Panu Psylo, na powierzchnię wypływają rozmaite “rZeCzy” i doznania. Gdy przerażają, potrzeba wielkiej odwagi, żeby stawić im czoła i już po fakcie, po przeżyciu, przetrawić doświadczenie, uspokoić roztrzęsione dłonie i oszalałe ze strachu serce. Ale tę odwagę ma w sobie każdy, a jeśli (jeszcze) czuje, że mu jej brak, że nie jest zbyt silny, żeby mierzyć się z samym sobą i rzeczywistością – ta odwaga może urosnąć, skumulować się po sekundach, minutach, godzinach i uderzyć swoistym wyzwoleniem. Należy dać sobie czas i przestrzeń (o ile tak naprawdę w ogóle mają znaczenie 😉 ) na wszystko, co przyjdzie. Nieodpowiedzialna konfrontacja z własną świadomością jest niebezpieczna, tak samo jak niebezpieczne jest poigrywanie sobie z głodnym lwem w zamkniętej klatce, co do której nie upewniliśmy się, że została porządnie zamknięta na klucz. Podróże w pewnym sensie uświadamiają, że jesteśmy lwem i klatką, dozorcą z kluczem i turystą z biletem wstępu, “good tripem” oraz “bad tripem” jednocześnie. Przyznaję się bez bicia, daleko mi do mądrej starości, ale sądzę, że w jakimś sensie psylo przyspiesza proces dojrzewania oraz uczy życia, które, tak jak Podróż, ma rozmaite odcienie. Nie jest dobre-złe, czarno-białe, ale składa się z każdego stopnia na skali szarości, która dzięki grzybom nasyca się tęczą. Ostatecznie tripy potrafią być naprawdę satysfakcjonujące.
W tym miejscu warto postawić kropkę. Z pozycji osoby niedoświadczonej w jazdach po meandrach (braku) “Ja” dziękuję zarówno tym, którzy mają za sobą więcej Podróży i dzielą się ze mną niezwykle cenną wiedzą oraz udzielają wsparcia, jak i tym, którzy przed pierwszym próbowaniem, przeniknięci niezwykłą ciekawością świata, mają odwagę zadawać pytania. Niezależnie czy grzyby przyłożyły do tego swój kapelusz, czy też nie, to właśnie ta ciekawość sprawia, że przyglądamy się światu uważniej i możemy odkryć tajemnice o rozmaitych kolorach.
Tekst ma charakter informacyjny i edukacyjny. Przed tripowaniem upewnij się, czy znajdujesz się w kraju niepenalizującym spożywania psylocybiny.
Przesyłam same ciepłe i czułe uściski
Wanda Gryzbia
Bibliografia:
- Kalinowski, F. (2020, 23. maja). Wiesz co ćpiesz: Bad tripy nie są tym, czym się wydają. Zaczerpnięte z: https://poptown.eu/wiesz-co-cpiesz-bad-tripy-nie-sa-tym-czym-sie-wydaja/?fbclid=IwAR2yUIwGIXaL7UMfT0QFT7YGT_RnYyikdU6vufz7PeLTH_d9syV554ZfhXo